Co nam dała fotografia CYFROWA?

Często można się spotkać z poglądem, że fotografia cyfrowa daje lepszą jakość zdjęć. Szyldy laboratoriów krzyczą „CYFROWE odbitki zdjęć”, książki w księgarniach uczą „fotografii CYFROWEJ” (jest taka dziedzina?). Wyraz „cyfrowe” sugeruje „lepsze”. A przecież nie o to chodzi…

Film ciągle lepszy

Do dzisiaj aparaty analogowe (na kliszę) ciągle jeszcze pozwalają robić zdjęcia o wyższej jakości, niż cyfrówki. Dopiero niedawno pojawiły się aparaty cyfrowe, które są w stanie nawiązać konkurencję z old-school’owymi konstrukcjami.

Przykładem niech będzie Leica M9 – aparat z wysokiej półki, kosztujący ok. 22 tysiące złotych. W sieci można znaleźć  test porównawczy M9 z analogowym modelem Leiki: M7. Ten sam obiektyw, ten sam producent aparatu, tylko technika rejestracji inna.

Plusy cyfrówek

Wg. mnie fotografia cyfrowa dała nam przede wszystkim szybkość. Dwa rodzaje szybkości.

1. Szybkość nauki

Robisz zdjęcie, patrzysz na ekran i poprawiasz. Kiedyś trzeba było zapisywać w kajecie parametry, przy jakich było zrobione zdjęcie, a potem analizować je po wywołaniu, porównywać z notatkami, wyciągać wnioski, itd., itd.

Szybkość oceny wyników pośrednio przekłada się na jakość zdjęć, ale często bywa niweczona przez ilość fotografii, o czym za chwilę.

2. Szybkość i łatwość dzielenia się zdjęciami

Dzięki temu, że aparat cyfrowy podłączamy do komputera, zdjęcia możemy natychmiast wysłać do znajomych e-mailem, udostępnić w galerii internetowej, zamówić odbitki z domu, etc. Kiedyś mogliśmy zdjęcia schować w albumie, podarować komuś, ewentualnie wysłać pocztą.

I to w zasadzie tyle plusów cyfrówek. Można by oczywiście dodać do tej listy łatwość obróbki komputerowej, cenę wykonania zdjęcia (zdjęcia, a nie odbitki), dodatkowe funkcje – takie jak możliwość filmowania – ale według mnie są one mniej znaczące, a czasem wręcz szkodzą samym fotografiom.

Minusy cyfraków

1. Ogromna ilość zdjęć

Taniość i łatwość fotografowania powoduje, że obecnie robimy ogromną ilość zdjęć. Często bezsensownych, nieprzemyślanych, niedokładnie skadrowanych gniotów, które później nawet nie są nigdzie pokazywane i tylko zalegają na dyskach komputerów. Skoro nie ma już ograniczenia długości kliszy, to poco się męczyć – „coś się wybierze” – i pstryk! A potem męczymy znajomym pokazując 500 zdjęć z wakacji…

2. Duża ilość danych

Duża ilość wykonywanych fotografii w połączeniu z rosnącą ilością megapikseli powodują szybkie rozrastanie się archiwów zdjęć. Potrzebują coraz większej pojemności dysków, są narażone na utratę i wymagają robienia kopii zapasowych.

3. Szybkie „starzenie się” sprzętu

I znowu szybkość :) Nowe modele lustrzanek, zastępujące te „stare” pojawiają się teraz co ok. 1,5 roku. Tak więc po 2 latach od kupienia wymarzonego cacka, wielu z nas odnosi wrażenie, że ma w posiadaniu starego grata, wymagającego wymiany. Zupełnie jakby coś się popsuło w aparacie w ciągu tych 2 lat… A może oznacza to, że nasze cudo sprzed 2 lat nie było wcale takim dobrym aparatem…?

Jakość aparatu vs. jakość fotografa

Jak ważny jest aparat? Jaki wkład w dobre zdjęcie ma fotograf? Co w dobrym zdjęciu ma większy udział? Jakie są proporcje?  Postanowiłem wziąć na warsztat przykładowe zdjęcia, pochodzące z testów aparatów i zestawić je w parach. Jedno z ocenionego bardzo dobrze, drugie ze słabego. Następnie przyjrzymy się zdjęciom kiepskim i dobrym zrobionymi tym samym aparatem. Rezultat jest ciekawy.

Pozwoliłem sobie porównać zdjęcia z serwisu dpreview.com. Jest to jeden z najbardziej znanych i opiniotwórczych serwisów zajmujących się testowaniem aparatów fotograficznych. Ich testy są wnikliwe i rozbudowane, posiadają dobrze zdefiniowaną procedurę testową. Jednym z elementów testu są fotografie studyjne kompozycji przedmiotów służące do sprawdzania jakości odwzorowania szczegółów, kolorów, etc.

Dobry aparat vs. kiepski

Poniżej znajdują się dwie fotografie testowe. Pierwsza z aparatu Nikon D700 – półprofesjonalnej lustrzanki o wartości ok. 8 000zł. W teście dpreview otrzymał ocenę „Highly recommended”, czyli wysoce rekomendowany, co w ich skali ocen oznacza „5”.

Drugie zdjęcie pochodzi z aparatu Fujifilm FinePix S5000 z testu wykonaneogo w 2003 roku, czyli w epoce kamienia łupanego, jeśli chodzi o aparaty cyfrowe. Otrzymał wtedy ocenę „Average”, czyli przeciętny, co w skali dpreview oznacza „2” w 5 stopniowej skali. Aparat ten miał 3.1 megapiksela.

Zdjęcie wykonane Nikonem D700
Zdjęcie wykonane Nikonem D700. Źródło: dpreview.com

Zdjęcie wykonane Fujifilm FinePix S5000
Zdjęcie wykonane Fujifilm FinePix S5000. Źródło: dpreview.com

Od 2003 roku minęło na tyle dużo czasu, że w międzyczasie zmieniła się nieco kompozycja służąca do testów. Weźmy w takim razie na warsztat zdjęcie testowe z 2009 roku, z testu aparatu Sigma DP2, który został oceniony na „3”. Ponownie porównanie z Nikonem D700:

Zdjęcie wykonane Nikonem D700
Zdjęcie wykonane Nikonem D700. Źródło: dpreview.com

Sigma_DP2_LS_ISO100_small
Zdjęcie z testu aparatu Sigma DP2. Źródło: dpreview.com

Najbardziej widoczna różnica polega w różnym nasyceniu kolorów, które można zmienić modyfikując ustawienia aparatu. (Ciekawe, czy w tych butelkach ciągle jest alkohol? :) )

Dobry fotograf vs. kiepski

Pozostając przy Nikonie D700 poniżej zestawiam dobre i kiepskie zdjęcia zrobione tym aparatem. Wybór oczywiście jest subiektywny:

Zdjęcie wykonane Nikonem D700Nikonem D700 można zrobić takie zdjęcie. Źródło: Flickr Zdjęcie wykonane Nikonem D700Źródło: Flickr
Zdjęcie wykonane Nikonem D700Źródło: Flickr Zdjęcie wykonane Nikonem D700Źródło:  Flickr
Zdjęcie wykonane Nikonem D700Źródło: Flickr Zdjęcie wykonane Nikonem D700Źródło: Flickr
Zdjęcie wykonane Nikonem D700Jak podaje autor, to zdjęcie jest HDR’em – wynikiem
połączenia 9 klatek. Źródło: Flickr
Zdjęcie wykonane Nikonem D700Można też takie. Źródło: Flickr

Wnioski

  1. Różnica między aparatem „słabym” a „dobrym” jest niewielka. Oczywiście wybór sprzętu zależy od tego do czego aparatu używasz i co ze zdjęciami chcesz potem zrobić, ale na poziomie obrazków na ekranie komputera, czy małej odbitki różnica jest niewielka.
  2. Fotograf ma dużo większe znaczenie, niż aparat. To on dobiera miejsce i moment, dostrzega lub tworzy światło, potrafi odpowiednio ustawić aparat i skomponować kadr. Przeważnie także fotograf odpowiedzialny jest za obróbkę, co widać najbardziej na przedostatnim zdjęciu (autostrada).
  3. Jeśli Twoje zdjęcia przypominają bardziej te słabsze, niż te lepsze , to nie potrzebujesz takiego kombajnu jak Nikon D700. (Ja wiem, że moje foty są z tej pierwszej grupy.)
  4. Dyskusyjna jest sensowność testów aparatów. Owszem, dobrze, że one istnieją i ktoś wnikliwie sprawdza, czy producenci nie próbują sprzedać nam gratów o kiepskiej jakości, ale z drugiej strony chyba mamy tendencje do przeceniania wagi takich testów.

Canon zmniejsza ilość megapikseli w nowym modelu

Canon podjął zaskakującą – na pierwszy rzut oka – decyzję. W nowym modelu PowerShot G11, następcy modelu G10, zmniejszył ilość megapikseli z 14,7 do 10. Czyli o prawie 5 megapikseli! Mało tego – G11 ma mniej megapikseli niż jeszcze wcześniejszy aparat z tej serii (G9), który miał ich 12.1! Skąd ten krok Canona?

David Parry z brytyjskiego Canona oficjalnie odpowiedział serwisowi Amateur Photographer na pytanie o przyczyny takiej decyzji:

„Zmniejszenie ilości pikseli jest częścią systemu Dual Anti-Noise System. Redukcja ilości pikseli, przy zachowaniu tych samych wymiarów (fizycznych) matrycy pozwala na zwiększenie wielkości pojedynczych pikseli, dzięki czemu mogą one rejestrować więcej światła.

Dzięki temu czułość matrycy została podwyższona, co pozwala uzyskiwać lepszej jakości zdjęcia przy mniejszej ilości szumów, co jest szczególnie ważne w wypadku fotografowania przy słabym świetle.”

Bingo! Tym samym Canon przyznał rację tym, którzy od dawna twierdzili, że ilość megapikseli nie ma większego znaczenia i może wręcz szkodzić jakości zdjęć. Jest to tym ważniejsze wydarzenie, że Canon przywiązuje dużą wagę do jakości obrazu i już od pewnego czasu przoduje pod tym względem wśród producentów aparatów. A sam Canon G11 to aparat przeznaczony dla zaawansowanych użytkowników, którzy oczekują dobrej jakości zdjęć.

Ten znamienny fakt pozwala już chyba odtrąbić koniec bezsensownej wojny na megapiksele. Prawdopodobnie pogląd o tym, że rozdzielczość jest ważna dla aparatu jeszcze długo będzie pokutował wśród klientów i minie jeszcze trochę czasu, zanim ten fakt dotrze do szerszej publiki. Nam pozostaje mieć nadzieję na to, że producenci aparatów skupią się teraz na istotniejszych funkcjach aparatów – jak choćby łatwości użytkowania.

O tym, że ilość megapikseli nie ma większego znaczenia i może pogarszać jakość obrazu pisałem już przy okazji zapowiedzi Canona PowerShot S90.